Lato w pełni.

Uwielbiam lato! Po stokroć wolę topić się z upału, niż marznąc, więc takie 30 – stopniowe temperatury są dla mnie poezją:-). I Julian chyba ową tropikalną miłość odziedziczył po mnie, bo upały jakby w ogóle mu nie przeszkadzały, nooo może duszne noce nieco go przytłaczają, bo budzi się czasem po parę razy, ale rano i tak wstaje pełen energii i zapału do przeżywania nowych przygód. A już nadmorski klimat to w ogóle piękna historia – Julian podczas całego, parodniowego pobytu nad morzem był GRZECZNY jak aniołek, pięknie spał w nocy, wspaniale potrafił bawić się z nowo poznanymi dziećmi na plaży – ogólnie bajka:-).

Co mnie bardzo zaskoczyło – wszelkie restauracje, hotel, w którym mieszkaliśmy, obsługa – wszystko jest świetnie przystosowane dla małych dzieci. Osobne menu, foteliki, kąciki zabaw – może i dziwicie się, że mnie to dziwi, ale wcześniej jakoś nigdy nie dostrzegałam takich rzeczy… Gdy Julianowi po raz pierwszy w życiu wyszło na buzi jakieś uczulenie (akurat na wakacjach, wiadomo;-)), pani z recepcji hotelu stawała na rzęsach, żeby w niedzielę, w małej miejscowości poszukać jakiegokolwiek pediatrę. Może i to teraz wszędzie standard, ale i tak bardzo mile mnie to zaskoczyło. Oby tak było zawsze i wszędzie!

A ponieważ na plaży Julian biegał głównie w kąpielówkach, zdjęć w pełnym „wyposażeniu” mam niewiele, ale za to jest na nich piasek, morze i piękne słońce:-)

P.S. Kocham słomkowy kapelusz Juliana! On chyba też, bo od ciągłego eksploatowania, rondo kapelusza jest już totalnie pogniecione :-)

Kapelusz – H&M

T-shirt – Pepco

Spodenki – Next (second – hand)

Wyjąkowo energiczne dziecko?

Od kiedy Julian zaczął chodzić, a od tego czasu minęło już 9 miesięcy, przebyłam już setki kilometrów – i to w zawrotnym tempie – pilnując mojego rozbrykanego malucha. Nie wiem, czy każde dziecko takie jest, ale czasem mam wrażenie, że mój syn jest absolutnym wyjątkiem – rozpiera go wielka, niekończąca się, porywająca wszystko naokoło energia! Moja siostra, która pracuje w żłobku i ma do czynienia z maluszkami w jego wieku, stwierdziła ostatnio, że TAK ENERGICZNEGO JAK JULIAN JESZCZE NIE WIDZIAŁA!!! Po takich słowach tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że Juli to faktycznie wyjątek……. Nie usiedzi w miejscu choćby sekundy, nie chodzi, tylko biega, interesuje go dosłownie wszystko, podczas biegania wydaje z siebie prawdziwe okrzyki wojenne….. Wiadomo, że codziennie staram się, by spożytkował tą swoją energię w maksymalnym stopniu, jednak nawet przebywanie po 8 godzin na dworze jest dla niego kompletnie niemęczącym sposobem zabawy. I bądź tu mądra….. Pewnie, że wolę, żeby Julian był zbyt energiczny, niż zbyt powolny, ospały czy cichy. W sumie nie jest to uciążliwe, tylko czasami odrobinę męczące, heh. Ale prawdziwe wyzwania zaczynają się w sklepach…… O ile Biedronka z wożeniem zakupów w tych dużych koszykach na kółkach jest dla niego świetną zabawą i z reguły tu jest grzeczny, to wszelkie galerie handlowe są porównywalne do sal tortur! No, może trochę przesadzam, ale nie wiedzieć czemu, w każdym sklepie z butami czy ciuchami mój kochany synek dostaje turbodoładowanie i próbuje zwiedzać owe sklepy biegająco i krzycząco….. nie robi przy tym wprawdzie żadnych szkód, jednak sama audiowizualizacja takiego brzdąca jest nieco….frustrująca. Oczywiście tłumaczę mu za każdym razem, że tak nie wolno się zachowywać, tłumaczę i tłumaczę, jestem konsekwentna (jeśli nadal będziesz biegał po sklepie, jedziemy do domu, wychodzimy, tudzież inne genialne powiedzenia) i jedyne co mi w tej chwili pozostaje to wierzyć, że Julian w końcu przyjmie do wiadomości, jak może a jak nie zachowywać się w tego typu publicznych miejscach. Mówią, że cierpliwość jest cnotą, dlatego wierzę, że taki dzień nastąpi!

Właśnie podczas jednej z takich „dzikich” eskapad do sklepów, natrafiłam na mały i przytulny sklepik pewnej dziewczyny, która sama szyje ciuszki dla dzieci – dodam, że są one prześliczne i w przystępnej cenie – za bluzkę zapłaciłam 35zł, więcej niż płacę za bluzki w second – handach, czy Pepco, porównywalnie do H&M, ale za tak wysoką jakość materiału i wykonania to naprawdę nie jest dużo. Na razie skusiłam się na ciekawą marmurkową bluzkę, a następny zakup już mam zaplanowany;-)

2

3

4

5

7

8

9

10

Bluzka – Dzidzi Loff

Spodnie – H&M

Espadryle – H&M

Okulary lustrzanki – no name

Sportowy styl na wiosnę.

TAK! TAK! W końcu słońce, mnóstwo słońca i cudowne ciepełko.Ale chyba tak najbardziej ucieszył mnie fakt, że wiosna to także czas zakupów! No wiecie, Julianowi trzeba było kupić jakieś buciki, w końcu na kozaki już za ciepło:-). Wprawdzie poszukiwania takich, które będą trwałe, oddychające, będą mi się podobać i – co ważniejsze, będą pasowały na dosyć szeroką stópkę Julianka – było nie lada wyzwaniem, ale dałam radę:-). Zdecydowałam się na Adidasy Neo z oddychającą wkładką adiFit. Ich cena nie była porażająca – 120zł. Wiadomo, że mogłoby być taniej, jednak w przypadku doboru butów dla dziecka nie chciałabym jakoś bardzo oszczędzać – w końcu nóżki Młodego cały czas się kształtują, rosną i chcę mieć pewność, że właściwe buty będą sprzyjały prawidłowemu fizycznemu rozwojowi dziecka. Zresztą – dzięki zakupom w second handach oraz rzeczom DIY sporo oszczędzam, więc raz na jakiś czas mogę delikatnie zaszaleć:-)))7

1 6 3 4 5 2.  01 8

Czapka – Pepco

Komin – DIY

Kurtka -Little Rebel

Spodnie – F&F

Buty – Adidas

Born to be Royalty :-)

 

Wyprzedażowych perełek ciąg dalszy – tym razem bordowa czapka z Zary za 5.90! Uwielbiam czapki typu beanie lub, jak kto woli, czapki – smerfetki. Po prostu uważam, że są słodkie:-). Dobrałam do niej komin zrobiony własnoręcznie przeze mnie – udał mi się pewnie dlatego, że nie trzeba było przy nim używać igły ani nitki :-)))). A wiecie, z czego został stworzony? Z nienoszonego już t – shirtu mojego męża, a konkretniej – z jego rękawków. Proste do zrobienia, a efekt całkiem fajny. Idąc za ciosem zabawy w DIY – założyłam Młodemu spodnie, które zrobiła mu moja Mama, i które już kiedyś prezentowałam na blogu. Niebieska bluzka z second hand’u urzekła mnie pięknym kolorem i żartobliwym napisem „Born to be Royalty”.

A tak swoją drogą, to nie mogę doczekać się wiosennych stylizacji!!!!!!

 

Czapka – Zara

Komin – DIY

T-shirt – F&F (sh)

Spodnie – DIY

Botki – H&M

Płaszczyk w roli głównej.

Niezaprzeczalnie idzie wiosna – pogoda jest piękna a energia aż nas rozpiera! Ostatnio zaliczyliśmy spacer wśród ruin jedynego zamku znajdującego się w mojej okolicy. Te ruiny to naprawdę ruiny – wiele z nich już nie zostało – ale liczy się fajny efekt na zdjęciach:-).

A dziś w roli głównej cudowny płaszczyk, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia. „Odnaleziony” oczywiście w second handzie – po prostu leżał i czekał na mojego Juliana:-). Z racji braku metki nie widać, jakiej jest on firmy, ale wykonanie i gatunek materiału mówią same za siebie – perełka!!!! Każdej stylizacji nadaje on elegancji i trochę stylu boho… W ogóle ten zestaw wyszedł mnie bardzo tanio – botki H&M kupione w internecie – 20zł, spodnie 39zł a czapka to już w ogóle szał – zapłaciłam za nią 5.95zł na wyprzedaży w Zarze:-)))). Ja już naprawdę odzwyczaiłam się od robienia „normalnych” zakupów – bez przecen, promocji. Bo największa zabawa jest w tym, jak uda się znaleźć taki fajny kąsek za taaak małe pieniądze:-)

 

 

 

 

a

Czapka – Zara

Komin – Zara

Płaszczyk – no name

Spodnie – Zara

Botki – H&M

Opiekunka, żłobek czy urlop wychowawczy?

Ojojojoj…. trochę kazałam czekać na nowy wpis, ale tak to niestety jest, kiedy brak komputera przeciąga się i przeciąga! I tak piszę z pożyczonego:-)

A poza tym pod koniec roku miałam do podjęcia ważną decyzję – wrócić do pracy, czy kontynuować urlop wychowawczy. W efekcie wybrałam tą druga opcję, ale już wyjaśniam co i jak. Powiedzcie mi, co ma zrobić mama po skończonym urlopie macierzyńskim (nie załapałam się na ten roczny :-()? Pewnie po prostu wrócić spokojnie do pracy – takie było moje początkowe założenie. ALE – co z dzieckiem? Okej, w grę wchodzi opiekunka, żłobek, tudzież – takowe też bywają – niepracująca babcie, ciocie, siostry itd…

OPCJA OPIEKUNKA –  jak do choinki wybrać tą właściwą? Najcudowniej by było, gdyby potencjalna niania była osobą poleconą przez zaufaną osobę – wiek niani raczej bez znaczenia, liczą się kompetencję i podejście do dzieci. No i tu u mnie powstał problem, bo nikt nie był w stanie mi takiej miłej pani polecić! Owszem, były rozmowy typu „ona była opiekunką u znajomej mojej znajomej” , „słyszałam, że podobno jest dobra…”, ale żadnych konkretów. Była jedna „sprawdzona”, fajna dziewczyna z polecenia mojej kochanej siostry, jednak mogłaby ona opiekować się Julianem tylko w wakacje i dni wolne od zajęć na uczelni…. A to niestety za mało. Wiem, że najlepiej by było ewentualną kandydatkę zaprosić na rozmowę, poznać, poprosić na próbę o zajęcie się dzieckiem parę razy….. Ale jakoś nie byłam w stanie wyobrazić sobie pozostawienia mojego największego skarbu jakiejś totalnie obcej osobie!!!! Nie mogłam się przemóc do takiego rozwiązania… Poza tym mieszkam – delikatnie ujmując – poza miastem, więc Synek musiałby być zawożony do niani, gdyż nie sądzę, żeby jakaś była na tyle odważna, żeby np.zimą pchać się na moje odludzie:-).

OPCJA ŻŁOBEK – O tak! Zapisanie Juliana do żłobka idealnie zazębiłoby się z moim powrotem do pracy. Ba, byłam wniebowzięta takim rozwiązaniem – w żłobku pracuje moja siostra, Młody byłby nawet w jej grupie! Rozmarzałam się na widok Synka szczęśliwego wśród innych dzieci, z którym bawi się, uczy się dzielenia zabawkami…. Niestety….. Julian się nie dostał. Na nic pomógł fakt, że jego ciocia tam pracuje…. Za dużo chętnych…. Młody załapał się jedynie na listę rezerwową. I tyle przygody ze żłobkiem – ale dzielnie spróbuję ponownie we wrześniu:-)

OPCJA BABCIA, CIOCIA itp. – Tak się w życiu złożyło, że Julian ma jedną Babcię, do tego aktywną zawodowo. To moja Mama, która zwariowała na punkcie jedynego (jak na razie:-)) wnuka i pewnie gdyby mogła, to rzuciłaby wszystko, żeby z nim zostać, gdy ja wrócę do pracy. No niestety życie to nie bajka, a zarabiać trzeba. I tak oto Babcia „odpada”. I tak się też złożyło, że reszta fantastycznych kobiet z mojej i męża rodziny to również kobiety pracujące lub uczące się, do tego zakochane w tym, co robią, więc opcja zamiany aktywności zawodowej na bardziej pieluchowo – domową absolutnie nie wchodziłaby w grę. 

I bądź tu człowieku mądry! Myślałam, kombinowałam, to znaczy myśleliśMY, kombinowaliśMY z mężem jak to rozwiązać, kalkulowaliśmy, liczyliśmy i w efekcie stwierdziliśmy, że dla finansów może nie, ale dla Julianka będzie najlepiej, jesli jednak to ja zostanę z nim w domu. Nie ukrywam, że trochę brakuje mi pracy – kontaktów z ludźmi, klientów, wyjazdów, odrobiny adrenaliny, terminów, niemożliwych zadań do wykonania….. No i pieniądze….ojjj…brakuje comiesięcznego wpływu na moje konto….. Ale to wszystko staje się jakby odległe i mniej ważne, gdy codziennie mam możliwość obserwowania jak rozwija się mój Synek, patrzeć na to, czego nowego się nauczył i cieszyć się razem z nim, gdy śmieje się w niebogłosy. O tak, mam najlepszego szefa na świecie:-)

I właśnie między innymi dlatego, że muszę oszczędzać, tak uwielbiam second handy, tanie sieciówki i te wszystkie fantastyczne promocje. I również dlatego – to niezaprzeczalny fakt – że za małe pieniądze można stworzyć naprawdę fajne stylizacje, patrz poniżej hihi:-)

 

 

aa

aa

aa

aaa

Czapka – H&M

Komin – Zara

Rękawiczki – Pepco

Pikowana kurtka – F&F

Spodnie – George (SH)

Botki – Kornecki

I po Świętach….

I Święta za nami. To były piękne, rodzinne dni – z prawdziwą, magiczną atmosferą:-). Julian był zachwycony zabawami z kuzynami i kuzynkami, ciociami i wujkami….. Szkoda, że to już za nami:-(. No i śniegu zabrakło – chociaż nie ukrywam, że to akurat mnie cieszy (ze względu na miejsce mojego zamieszkania, gdzie dużo śniegu = odcięcie od świata echhh). Tylko, że w sumie przydałyby się jakieś typowo zimowa, biała sesja. Póki co – wokół liście i piach…

Trochę ostatnio mam poślizg z wpisami, ale to tak zwana siła wyższa. Nie mam pojęcia, jak to robią inne blogowe mamy, ale u mnie wyjście na spacer i zrobienie choćby kilku fajnych ujęć graniczy z cudem. A dlaczego? Otóż, zaraz po opuszczeniu domu, zanim zdążę zrobić jakiekolwiek zdjęcie,  mój ukochany synek jest już po paru zaliczonych glebach, a co za tym idzie – umorusany od góry do dołu! Biega jak szalony i ciężko za nim nadążyć. Taki jego urok:-). Ostatnio coś tam udało mi się uchwycić, nawet błoto na spodniach Młodego nie jest aż tak widoczne, więc zapraszam do oglądania, ale nie do przyglądania się hihihihiii.

 

a

a

aaa

aa

a

a

a

 

Czapka – Pumpkin Patch (sh)

Kurtka – O’kay 

Spodnie – no name (sh)

Botki – H&M

Rękawiczki – H&M

Jesienne nastroje.

Już prawie zima, a w powietrzu jednak jesień. Po ostatnim huraganie śnieżnym ani śladu, wokół znowu leżą ostatnie jesienne liście. Mi taka pogoda bardzo pasuje, bo jak tak trochę popadało, to nas zasypało, zawiało i od świata odcięło :-(((.

Dziś cebulka w stylizacji Juliana – najśmieszniejsze jest to, że oprócz butów (i pampersa hihi :-))  Młody ma na sobie wszystko z second hand’ów:-))). To jest jednak raj dla takich zakupoholiczek jak ja.

Oglądajcie! :-*

abaaa

Czapka – Mothercare (SH)

Kurtka – Little Rebel (SH)

Apaszka – DIY

Kamizelka – Azzurro (SH)

Spodnie rurki – George (SH)

Kozaki – Kornecki

Czy mi się coś pomyliło, czy to już Święta??

Nie wiem, jak Wy, ale ja jestem rozczarowana tym, że od paru tygodni wszędzie już widać Boże Narodzenie… Kurczę, według mnie to totalne przegięcie, że dzień po 1 listopada w tv huczy od świątecznych reklam! Mam nieodparte wrażenie, że przez tak szybkie krzyczenie o Gwiazdce, dla mnie te Święta rozmywają się w czasie i , gdy już przychodzą, nie ma z nich takiej prawdziwej radości. Jednak gdy byłam dzieckiem, wyglądało to zupełnie inaczej. Świąteczny czas zaczynał się chwilę przed Mikołajkami i tak według mnie powinno zostać. Gdy przychodziło Boże Narodzenie, czuło się ekscytację i wyjątkowość tych dni. A teraz? Wszechobecne reklamy zaczynające się w listopadzie męczą po dłuższym czasie. Atmosfera oczekiwania na Wigilię zatraca się, bo zbyt długo oglądamy udekorowane sklepy ( w galeriach już są choinki!!!!!), słyszymy w telewizji i radiu o tym, co już można kupić bliskim…. I wtedy już świąteczna atmosfera wypala się, nie zdążywszy dotrwać do tych ważnych, prawdziwych Świąt….. Trochę to dla mnie smutne. Niestety w dzisiejszych czasach wszelkie święta traktuje się czysto komercyjnie – firmy widzą w nich po prostu możliwość zarobienia dużych pieniędzy. A gdzie prawdziwa istota Świąt? Możliwość spotkania z rodziną, pobycia razem, przeżywania duchowo tych dni… No ja się pytam – gdzie? I gdyby nie to, że chcę Julianowi pokazać zachowaną atmosferę i ciepło Bożego Narodzenie, to nie wiem, czy miałabym ochotę na kolejne pędzące, komercyjne i nieco męczące Święta wrzeszczące ze sklepów….
 
A nam ostatnio Młody trochę zachorował, na szczęście obyło się bez lekarza – na katar wykorzystałam kropelki przepisane przez lekarza poprzednim razem. Dlatego przez parę dni nie wychodziłam z Julianem na dwór, bo u nas pogoda typowo jesienna – deszcz, wiatr i przenikający chłód. Dziś wychodzimy więc pierwszy raz od kilku dni – ale zdjęcia zrobiłam jeszcze przed wyjściem, więc dziś wyjątkowo – sesja domowa:-)
zzzzzzszzzz
Sweterek – Little Rebel
Komin – DIY
Spodnie rurki – Next
Buty – H&M (Allegro)

Pilotka w „nocnej” scenerii.

Z tą nocą, to trochę tak na wyrost. Zdjęcia robiłam około 17ej, ale z racji jesieni, niestety o tej porze jest już ciemno :-(.
Jak pisałam poprzednio – z moją ukochaną skórzaną kurteczką zrobię jeszcze jakąś stylizację – więc dzisiaj kolejna propozycja.

Ale najpierw muszę wspomnieć o tym, że po długich poszukiwaniach W KOŃCU kupiłam Julianowi buty na zimę. Piszę o tym, ponieważ już straciłam nadzieję, że uda mi się znaleźć kozaki, które będą ciepłe, dobrej jakości, niedrogie i które będą mi się podobać!!! Oczywiście ten ostatni punkt przysporzył mi najwięcej problemów:-). Szukałam w naprawdę wielu miejscach – sieciówkach, firmówkach, lokalnych sklepikach i nic!!! Nie wiem, czy to ze mną jest coś nie tak, czy problem tkwi gdzieś indziej, ale fasony, które obecnie są najbardziej dostępne, kompletnie do mnie nie przemawiają. Nie przepadam za butami typu traperki, takie z grubą podeszwą, bardziej sportowe niż eleganckie. Znalazłam jedne idealne kozaczki z Zary na Allegro (za 40zł!!!!), ale niestety okazały się być za małe. A były taaaaaaakie śliczne! Potem zdecydowałam się poszukać w sklepach polskich producentów. I tu wszystko niby pięknie, może i coś bym wybrała, ale cena powyżej 200 zł absolutnie do mnie nie przemawiała. Wiecie, Młody ponosi zimowe buciki raptem parę miesięcy i wydanie na tą chwilę tylu pieniędzy wydaje mi się trochę…..nieekonomiczne. Na szczęście, za chyba siódmym podejściem, znalazłam w sklepie Korneckiego świetne (moim zdaniem, wiadomo) kozaczki – są eleganckie, cieplutkie, bardzo łatwo się zakładają i wyglądają naprawdę wyjątkowo. Cena też ok, więc jestem zadowolona. I tak właśnie zimowe buty Julianka mają dziś swój debiut na blogu.

Zapraszam do obejrzenia zdjęć:-)

aaaaaaaaaa

a

Czapka – H&M

Kurtka – TU (second hand)

Komin – DIY

Spodnie – maybe4baby

Kozaczki – Kornecki

Kurtka pilotka i jesienne liście.

Julian pierwsze samodzielne kroki ma już za sobą, codziennie intensywnie ćwiczy i z każdym dniem udaje mu się zrobić tych kroków coraz więcej:-). Do tej pory nie przypuszczałam, jaką dumą może napawać rodzica taki „mały”sukces dziecka! 

I tak w niedzielę wyszliśmy (już dosłownie) na spacer w piękną jesienną scenerię. I tu bardzo żałuję, że nie jestem profesjonalnym fotografem, gdyż moimi amatorskimi rękoma nie byłam w stanie oddać tych pięknych barw, które natura obecnie nam oferuje:-((((. Starałam się jak mogłam, ale stwierdzam, że chyba wybiorę się na kurs fotografii, żeby móc urozmaicić bloga wyjątkowymi, w miarę chociaż profesjonalnymi zdjęciami. Na razie jednak zapraszam do obejrzenia tego, co udało mi się uchwycić w moim amatorskim kadrze.:-)))

Skórzaną kurtkę, którą Julian ma na sobie, moja Mama upolowała w second handzie, a ja z miejsca się w niej zakochałam! Zaprezentuję z nią jeszcze niejedną stylizację. Czarna czapka miała być na początku dla mnie, ale Julian wygląda w niej zdecydowanie lepiej:-)))

 

jjjjjjjjjj

Czapka – no name

Kurtka – TU (second hand)

Spodnie – H&M

Sweterek – Little Rebel

Buty – Elefanten

O książce, która wiele nauczyła niedoświadczoną mamę.

Ponieważ mam małą awarię z aparatem i chwilowo nie mogę wstawić żadnych zdjęć, postanowiłam napisać o książce, która wiele mnie nauczyła, kiedy zostałam mamą.

Jestem osobą, która przed zajściem w ciąże nie wiedziała o dzieciach kompletnie nic. I tu dziękuję mojej Mamie i Siostrze, które genialnie mnie wspierały i dawały fantastyczne rady:-). No i przełomowym momentem okazało się przeczytanie książki Tracy Hogg „Język niemowląt”. Jest ona absolutnie wspaniała i fantastyczna! Dzięki niej Julian, którego potrafiliśmy usypiać tylko na rękach, w wieku 3 miesięcy nauczył się zasypiać sam w łóżeczku! I nauka tego zajęła nam raptem parę dni. To było jak wybawienie. Rady zawarte w książce uczą, jak rozumieć niemowlę i z nim postępować. Uczą, że dziecko musi mieć stały rytm dnia, żeby mieć poczucie bezpieczeństwa. Oczywiście rytm ten ustalamy na podstawie zachowań samego dziecka. Dbamy o to, żeby posiłki czy drzemki odbywały się codziennie mniej więcej o tej samej porze, ale nigdy do niczego niemowlaka nie zmuszamy. Wsłuchujemy się w jego potrzeby – i reagujemy. A poza tym duuuużo przytulamy, co mi bardzo odpowiada, bo gdybym mogła, to nie wypuszczałabym Juliana z rąk hihihi. I uczymy dziecko samodzielności. Tak, wiem, że to dziwnie brzmi w przypadku niemowlaka, ale to cenna rada. Nie biegniemy na każde piśnięcie, bo nie będziemy mieć potem życia. I mówimy. Dużo mówimy. Do dziecka. „Teraz mama przewinie Ci pieluszkę”, „Teraz pójdziemy do pokoju, tam pobawimy się zabawkami” itd. Dziecko traktujemy jak człowieka a nie jak lalkę. Tracy Hogg tłumaczy to tym, że my sami nie chcielibyśmy, żeby ktoś nas brał, podnosił i przenosił bez wytłumaczenia dlaczego to robimy. Dziecko może i tego nie zrozumie, ale czy na pewno? Na początku nie mogłam się przemóc, żeby opowiadać Juliankowi o wszystkim, co z nim robię, ale potem weszło mi to w nawyk. I zawsze traktujemy naszego skarba tak, jak sami chcielibyśmy być traktowani. Z szacunkiem i miłością.

Są w książce pewne rzeczy, z którymi się nie zgadzam, ale większość uważam za wspaniałe rady. I już kupiłam sobie kolejną książkę „Język dwulatka”. Mam nadzieję, że będzie równie genialna jak poprzednia!!!

Słoneczna niedziela.

Oby takich niedziel było jak najwięcej! Piękne słońce, termometr wywoływał uśmiech na twarzy, aż chciało się być i być poza domem. Ja jestem zdecydowaną zwolenniczką upałów – wolę padać z gorąca niż trząść się z zimna – dlatego tak zachwycają mnie takie śliczne dni jak ten dzisiaj. Z wielkim smutkiem myślę o ponurych, szarych i brrrrrr jesienno – zimowych wieczorach, które już niebawem nas czekają. 

Julian dziś prezentuje na sobie „sportową elegancję”. Czarny sweterek z George (oczywiście z second hand) dobrany z dresowymi, beżowymi spodenkami z uroczymi łatkami. Do tego świetne getry zrobione  - UWAGA!!! – na starych, poczciwych drutach przez moją Mamę. Na razie Julian ma czarne, ale już „zamówiłam” dla niego inne kolory:-)

To Wy oglądajcie, a ja w tym czasie gorrrrrrrąco Was pozdrawiam!

sssssss

Sweterek – George (second hand)

Dresy – no name (second hand)

Czapka – H&M

Chusta – H&M

Getry – DIY

Buty – Elefanten

 

Zrób to sam – czyli moda, która nic nie kosztuje.

Moja pierwsza przygoda z Do It Yourself miała miejsce dwa wpisy temu i dotyczyła komina Juliana, który powstał po przerobieniu mojego. Wtedy właśnie przekonałam się, jak fajne jest uczucie, że zupełnie za darmo masz nagle zupełnie nową rzecz! No, oczywiście praca włożona w przerobienie tego czy tamtego jest bezcenna:-). To naprawdę świetny sposób na odświeżenie zawartości szafy bez wydawania pieniędzy – więc jeśli tylko macie kogoś, kto ma talent krawiecki, bądź sami takowy posiadacie – polecam przejrzeć, co już nie jest Wam potrzebne, czego już na pewno nie założycie i do dzieła!

A teraz – po kominie –  kolejny „rzut na taśmę”! Jak dobrze, że ja – przyszywająca krzywo wszystko, czego się dotknę – w rodzinie mam osoby uzdolnione w temacie szycia  - dzięki temu mogę dziś pochwalić się na 100% jedynymi w swoim rodzaju wspaniałymi spodniami dla Synka. Ich autorką jest najkochańsza Babcia Młodego. 

Spodenki powstały z za dużej na mnie bluzki marki H&M. Najciekawszy element tejże bluzki – aplikacja orzełka, została umieszczona na spodenkach, co nadaje im zadziorny charakter a przede wszystkim mam pewność, że nikt takich nie ma! Zapraszam do obejrzenia zdjęć:-)

Czapka – H&M

Kurtka – Little Rebel (second hand)

Spodenki – DIY 

Buty – Elefanten

Styl JulianaStyl JulianaStyl JulianaStyl JulianaStyl JulianaStyl JulianaStyl JulianaStyl JulianaStyl Juliana

Pierwsze kroki ku jesieni.

No, może te „kroki” to tak nie do końca dosłownie – Julian jeszcze sam nie chodzi. Jednak z pomocą mamy, ścian, stolików i wszystkiego, o co może się przytrzymać – dzielnie ćwiczy:-)
Dziś wykorzystaliśmy zapewne ostatnie już pomruki pięknego, jakby jeszcze lekko wakacyjnego słońca i wyszliśmy z sesją w plener. Wprawdzie w temperaturze powietrza czuć już chłodniejszy powiew, to jednak słonko całkiem fajnie jeszcze przygrzewa.
Trochę mi smutno, że kończy się kolejne piękne lato, że trzeba będzie ubierać się teraz ciepło, w kurtki i czapki… W końcu nie ma to jak wyskoczyć „na dwór” w samej pieluszce – w przypadku Juliana rzecz jasna :-). No, ale plusem jesieni jest możliwość tworzenia kolorowych, warstwowych stylizacji, gdzie główne role będą mogły grać dodatki – chustki, kominy, czapki, szaliki.

Tak więc dzisiaj pierwsza „powakacyjna” propozycja. Puchową kamizelkę, którą Julian ma na sobie kupiłam na poprzednią wiosnę – świetna sprawa, gdy pogoda jest przejściowa między ciepłem a chłodniejszymi dniami. Również z zeszłego sezonu – ale jakże „na czasie” – jest zestaw w gwiazdki czapka + chusta. Chusta jest świetna, a dla mnie bardzo wygodne jest to, że zapina się ją na zatrzask – bez wiązania, więc nie ma obawy, że dziecko ją zgubi. Do tego błękitne jeansy, trampeczki w kratkę i – dla dodania „pazura” – czerwona bluzka. 

Ogólnie wydaje mi się, że nadchodząca jesień będzie kolorowa, ciepła i po prostu piękna!

Komplet czapka + chusta – H&M

Kamizelka – Pepco

Bluzka – Next (second – hand)

Jeansy – F&F

Trampki – F&F

1

22245558979

Komin w gwiazdki dla chłopca – Do It Yourself.

    Bardzo podobają mi się kominy dla dzieci. Przede wszystkim z racji wygody, ale również z powodu niecodziennego charakteru, jaki one nadają. Taki dodatek sprawia, że nawet prosty strój zyskuje „pazur” i modny wygląd.

Szukałam ostatnio w sklepach jakiegoś fajnego komina dla Synka, jednak nic nie znalazłam:-(. Miejsce, gdzie można dostać coś takiego to internetowy sklep maybe4baby. Zanim jednak zdążyłam złożyć tam zamówienie, trafiła mi się ciekawa okazja (co oczywiście nie oznacza, że zrezygnuję z kupna pięknego, bawełnianego komina z maybe4baby). W second – handzie wyszukałam czarny komin w gwiazdki – najpierw z myślą o sobie. Potem jednak postanowiłam go przerobić – żeby z jednego powstały dwa – jeden dla mnie, drugi dla Juliana. Niestety od technicznej strony pojawił się pewien problem – za choinkę nie potrafię szyć!!!!! Nawet guzik krzywo przyszyję, nie wspominając nawet o tym, że jak już coś zszyję, to i tak po krótkim czasie wszystko się rozpada… I tu na pomoc przyszła moja Szwagierka, która jest absolutną mistrzynią w szyciu, przerabianiu i nadawaniu starym rzeczom nowego życia. Zajęło jej to dosłownie chwilę i dzięki niej Julian ma baaaaardzo fajny,oryginalny dodatek. Efekty poniżej:-)

Komin – DIY (second – hand)

T-shirt – Next (second – hand)

Dresy – TU (second – hand)

Trampki – no name (kocham te czerwone trampeczki!!)

 

Chory mężczyzna. Ratunku!!!!!!

Tak, tak – wiem, że to blog o modzie, ale jako blogująca mama mam pewne spostrzeżenia ze sfery rodzinnej, którymi bardzo chcę się z Wami podzielić.

Ostatnio Mąż przeziębił się. Niby nic wielkiego. No właśnie – niby….. Niestety zaraził on Julianka, który przez parę dni męczył się z katarem. I uwierzcie mi – Młody nawet przez sekundę nie był tak marudny jak Mąż!!! Synek spał wprawdzie trochę niespokojnie, męczył go zatkany nosek, lecz mimo tego był tak samo radosny i skory do zabawy jak zawsze. A Mąż? Myślałam, że wyzionę ducha…

Czułam się tak, jakbym miała dwójkę dzieci, a nie jedno. Szanowny małżonek nie był w stanie sam zrobić sobie herbaty, wstać po łyżeczkę, sięgnąć pilota! „Bo ja taki chorutki jestem” słyszałam, jak tylko poprosiłam go o zrobienie jakiejkolwiek czynności. Dla jasności – Mąż miał tylko katar! Coś w tym jest, że jak facet chory, to zaraz umiera. I wymaga opieki 24 na dobę. Ciekawe. Gdy choruje kobieta – katar, gorączka, zawroty głowy – to ugotuje, posprząta, zajmie się pięknie dzieckiem i do tego zadba o swój wygląd, żeby nie pałętać się po domu w szlafroku i sfatygowanych papciach.

Jesteśmy po prostu bardziej wytrzymałe i silniejsze psychicznie niż mężczyźni. I nie powala nas byle przeszkoda. Brniemy zawsze do przodu pełne chęci i energii. No, może trochę przesadziłam – i nam zdarzają się gorsze dni. Ale to inny temat:-). Reasumując – jesteśmy wspaniałe. To niezaprzeczalny fakt:-))))))

GAP za 3 zł – moja ulubiona cena.

Coś mam szczęście do „perełek” kupowanych właśnie po 3 zł. Ta cena często za mną chodzi i niech tak chodzi jak najdłużej!

Dzisiaj prezentuję Wam bluzę firmy GAP kupioną w jednym z odwiedzanych przeze mnie second – hand’ów. Cena – 3zł – oczywiście bezdyskusyjnie obłędna:-). Poza tym stan bluzy jest idealny, jakby nigdy nie była noszona. Naprawdę warto od czasu do czasu (lub -jak to w moim przypadku – dość często) zajrzeć do butików z odzieżą używaną, poświęcić chwilę i poszukać czegoś wyjątkowego. Muszę tu dodać, że 99% kupowanych przeze mnie w tych sklepach ciuszków jest znanych marek, a te wyróżniają się super jakością zarówno materiału, jak  i wykonania – dzięki temu ubranka te przeżyją ładnych parę lat w zapewne nienaruszonym stanie. 

bluza – GAP (second hand)

spodnie – maybe4baby

trampki – H&M

Powrót do dzieciństwa – pajacyk w nowym wydaniu.

Śmiałam się podczas wpisywania tytułu dzisiejszego wpisu – powrót do dzieciństwa w przypadku 9,5 – miesięcznego dziecka? A jednak:-). Parę dni temu robiłam któreś z kolei porządki w szafie Juliana i w końcu zdecydowałam się włożyć do kartonów za małe na niego ciuszki, których do tej pory nie byłam w stanie schować….. Te malutkie, śliczne śpioszki, pajacyki, body – są takie słodkie! Wzruszenie mnie bierze jak tylko na nie popatrzę…… Ale szafa robi się coraz mniejsza i miejsce potrzebne….więc niestety musiałam podjąć „męską” decyzję i bardzo, bardzo powoli, ze łzami wzruszenia w oczach, pochowałam te śliczności do kartonów…. 

I tak właśnie dzięki tej nostalgii przypomniałam sobie o słodkim pajacyku, którego Julian ma już dość długo, ale ciągle był na niego za duży. Wyjęłam, przymierzyłam – jest idealny:-)))). Ma oczywiście moje ukochane paski, do tego jest wykonany z super miękkiego materiału i ma kaptur. Ponieważ u mnie ostatnio trochę chłodno, na taką pogodę pajacyk sprawdza się idealnie – zakrywa plecy, a kaptur chroni uszy przed dosyć mocnym wiatrem. No i najważniejsze – jest piękny!! :-) Dzięki niemu przypominają mi się w sumie nie aż tak odległe (a dla mnie jakby to było 100 lat temu) czasy, kiedy Julian był noworodkiem. Ach…… 

Pajacyk – F&F

Trampki – F&F

 

Streetowe spodnie – absolutny hit.

Witam! Chwilkę mnie nie było, zrobiliśmy sobie z Julianem małe wakacje i nieco obijaliśmy się przez ostatni tydzień:-). Ale już wracam i przedstawiam Wam spodnie, które odkryłam w sklepie internetowym maybe4baby

Pierwsza moja myśl na ich widok – „kurczę, na pewno są drogie” – wiecie – świetny, oryginalny krój, polskie wykonanie – to musi kosztować! A tu miła niespodzianka! Zamówione przeze mnie szorty kosztowały 42zł:-). Wprawdzie w porównaniu do moich second – handowych zakupów jest to dużo (:-)))))))), ale tak naprawdę cena jest całkowicie ok, a do tego ich jakość jest rewelacyjna. Są mięciutkie, wygodne (tak wynika z moich obserwacji:-)) i po prostu wyjątkowe. Zamówiłam także wersję z długimi nogawkami, ale zostawiam to na jesienny post:-)

W ostatnich dniach udało mi się zakupić także super kapelusiki 2w1 – dwustronne. I tak, przy zakupie dwóch sztuk, mam 4 warianty kolorystyczne do wyboru – szary, granatowy (na zdjęciach niżej) oraz niebieski i zielony. Więc za 4 kapelusze zapłaciłam tylko 17zł na wyprzedaży w F&F. Ach, uwielbiam takie zakupy:-).

A na deser bluzka z second – handu, a dokładnie z Hurtowni Glamour, która należy do mojej koleżanki. Dostałam zniżkę i dzisiejsza bluzka (Little Rebel) kosztowała mnie aż 1zł!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Buziaki Aniu:-*

Jak widać na zdjęciach, mój Julian jest nieco pogryziony przez komary…. I ja się pytam – czy te owady zmutowały się przez ostatnie lata? Kompletnie NIC na nie nie działa! Spray’e, plastry, wkładki do kontaktu, świeczki…… W oknach moskitiery, na łóżeczku moskitiera… A i tak każdego poranka odkrywam nowe ślady po ukąszeniach. Ręce opadają a Młody się męczy. Na szczęście chociaż maści na ugryzienia pomagają…

Bluzka – Little Rebel (second hand)

Szorty – maybe4baby

Kapelusz – F&F

Buciki – H&M